Strony

środa, 7 sierpnia 2013

Realizm #7 czyli jak się zmienia pokolenie

Kolejna dawka moich wypocin, tym razem o tym, co myślę na temat zmian społecznych w przeżywaniu dzieciństwa.
Jako osoba urodzona w '97 roku, stwierdzam, że moje dzieciństwo było ZA-JE-BIS-TE. Zero kompa (nie no dobra, pół godziny dziennie dostawałem), zero telefonów, zero przesiadywań w domu w czasie letnich dni - czysta zabawa (jeżeli siedziało się w domu to oglądało się w TV klasyki - Dobranockę, starych Power Rangersów czy nawet klasyków od Hanna-Barbera). Dlatego nie mogę zdzierżyć, gdy widzę na oko ośmioletnie dziecko z tabletem, w ciepły, lipcowy dzień, a tuż obok plac zabaw z dzieciakami bawiącymi się w najlepsze. Od razu zaznaczam - to nie jest wina dziecka. To wina jego opiekunów. Dlaczego taki ośmiolatek nie może normalnie spędzić dzieciństwa? Czy do szczęścia potrzebne są mu takie zabawki jak na przykład iPad, najnowsze telefony znanych firm czy laptop? Przecież mając towarzystwo, można bawić się lepiej niż przy jakiejkolwiek grze.

Kolejna sprawa: rodzicielski egoizm. Tutaj przytłoczyła mnie jedna sprawa. Jakiś czas temu czytałem piekielną historię o rodzicach mających bardzo dobre posadki. Wiecie, tu kierownik działu w firmie, tam właścicielka profesjonalnej fryzjerni. I tłumaczyli oni swojemu 5-letniemu dziecku, żeby bawił się z tymi dziećmi, które mu pokazali (dzieci te należały do ich znajomych, którzy żyli, a jakże, na wysokim standardzie), a żeby omijał te, które pochodzą z rodzin biedniejszych.
Przyznam, trafił mnie szlak. Czy dziecko nie zasługuje na poznawanie nowych osób tylko dlatego, że różni je standard życia. Po co wplątywać sprawy materialne w to, co taki kilkulatek ma okazję poznać. Przecież te dzieciaki różni tylko standard życia, a mentalnie są one bardzo podobne. Właśnie w taki sposób rodzi się snobizm (to dopiero sprawa do tępienia).

Za wszystko odpowiada rozwój cywilizacyjny. Coraz nowsze sprzęty, coraz wyższe standardy życia, coraz więcej światopoglądów... To wszystko sprawia, że świat nie jest już tym, czym był dla dziecka kiedyś. To nadal sielanka, ale ta sielanka nie jest już pełna fantów w czipsach (to chyba największy klasyk), zabaw na świeżym powietrzu, gum w kulkach i zbieraniem naklejek i kart. Ale cieszę się gdy widzę grupkę dzieciaków, bawiących się na powietrzu w klasyczne zabawy (berek, chowany, 1-2-3 Baba Jaga patrzy). Tak się bawi większość, i niech tak zostanie.

Nieraz tęsknię za dzieciństwem, nieraz wspominam ten czas. Ale idę do przodu, tak jak każdy. Oby tylko nadchodzące pokolenia mogły przeżyć dzieciństwo tak, jak należy.

UWAGA!!! Ten post jest najazdem na niektóre metody wychowawcze. Zarówno rodziców jak i ich obrońców powiadamiam, że mogą mnie pocałować w dupę (chociaż i tak pewnie tego nie przeczytają).


1 komentarz:

  1. Dla mnie to jest dziwne bogate dziecko może być fajne tylko patrząc na jego okładke a dziecko z biedniejszej rodziny może nie wygląda na zewnątrz tak jak to bogate ale jest na pewno lepsze w środku i nie jest tak zepsute przez pieniądze

    OdpowiedzUsuń