Strony

czwartek, 23 stycznia 2014

Realizm #30 czyli wróćmy do tego co było

Troszkę luźniej dziś. Zrobię taki eksperyment, że popiszę sobie kilka sytuacji z mojego życia wziętych i je ocenię z perspektywy czasu. Będzie ... interesująco.
Scena 1: Gra w gałę na starym boisku
Piękne wspomnienia. Bo jak można nie lubić biegania po w połowie piaszczystym, nierównym, a na brzegach zarośniętym przez chwasty boisku? W dodatku z rozlatującymi się bramkami, z czego w jednej poprzeczka ledwo trzyma się na wiązaniach. To były czasy. W wakacje mało było takich dni, żeby ktoś nie chciał pograć w nogę, a przynajmniej raz w tygodniu robiliśmy mecze 5 vs 5 (tak, to może wydawać się śmieszne, ale że boisko małe to takie mecze były bataliami na wysokim poziomie). Leci siedemnasty roczek a ja nadal będę grał w piłkę, bo to element, który mimo upływu lat i nieuniknionej dojrzałości, nie zmienił się i mam nadzieję że tak pozostanie.

Poziom tęsknoty: 5/10
Ocena ogólna zdarzenia: 7/10

Scena 2: Wakacje
Wakacje nie są już dla mnie tym samym czym były kiedyś. Co roku się gdzieś wybieramy oczywiście, ale jakoś nie czerpię z tego tyle radości co kiedyś, nie ma tej żądzy przygody, tego pierwiastka, który sprawiał, że ze zniecierpliwieniem oczekiwałem każdego dnia. Wtedy uwielbiałem przebywać z rodzicami i podziwiać piękno natury. Niestety jestem już starszy, rodzice już nie we wszystkim mogą mieć (według mnie) rację, Po tamtych czasach pozostała jedna cecha, z której już nie wyrosnę: miłość do gór, do długich wędrówek, które ulepszały we mnie wytrzymałość i cierpliwość w dążeniu do celu. To były niezapomniane wyprawy.

Poziom tęsknoty: 6/10
Ogólna ocena zdarzenia: 8/10

Scena 3: Wycieczki z podstawówki
Podstawówka to były piękne czasy. To nic, że rodzice jako nauczyciele (w tym mama jako wychowawczyni) mogli mnie bez problemu dowiedzieć się, co zrobiłem albo czego nie zrobiłem. Ważne były wycieczki. Wtedy utarł się od dawna znany schemat hierarchii siedzenia w autobusie. Chyba zna go każdy: z przodu siedzą no-name'y, cieniasy i najmłodsi (nie, nie siedziałem tam); w środku siedziało szare społeczeństwo, które jednak miało jakiś respekt wśród starszych (tak, ja TAM siedziałem) a na końcu siedzieli najstarsi, najbardziej zwariowani i "najfajniejsi" (to akurat jest subiektywne) czyli w skrócie - loża. Z podstawówkowych wycieczek pamiętało (w sumie nadal pamiętam) trzy rzeczy:
-kino - wiadomo, film, popcorn w łapy, znajomi tuż przy mnie - piękne
-sam przejazd - miejsce narodzin pięknych idei i największych zboczeństw, na jakie można było sobie pozwolić w podstawówce
-McDonald's - to było oczywiste, że zatrzymanie się w Macu będzie wśród tej trójki. Generalnie to nic się nie zmieniło i nawet dziś, będąc w liceum, koniecznym punktem wycieczki jest Mac. Jego brak obniża ocenę tej eskapady (szpan słownictwem :D)
A dziś? Dzisiaj to już nie to samo. Brakuje tego podekscytowania. Teraz patrzy(my) się tylko na to, że nie ma zajęć w szkole. Choć myślę, że w każdym pozostała jakaś cząstka podróżnika.

Poziom tęsknoty: 7/10
Ogólna ocena zdarzenia: 8/10

Scena 4: Rany wojenne
Nieskończona ilość pościeranych kolan i łokci, obtarcie biodra, rozcięty łuk brwiowy, poparzona broda i wiele, wiele innych ran - to jest mój dorobek w czasie pobytu w podstawówce. Większość z tych wydarzeń rozegrało się w przypływie głupoty i oczywiście pecha. Kiedy teraz wspominam te wypadki, te stwierdzam że byłem kompletnym idiotą i nie wierzę jak można było zrobić tyle głupstw. Ale z drugiej strony mam teraz co wspominać i z czego się pośmiać... Dobra, uchylę rąbka tajemnicy. Ta passa zaczęła się tak naprawdę w przedszkolu, gdy mój imiennik starszy o dwa lata podłożył mi nogę w czasie biegania po chodniku i obaj całkowicie rozharataliśmy sobie kolana. Różnica była taka, że on się śmiał, a ja płakałem (miałem 4 lata, więc proszę nie zwracać na to szczególnej uwagi). I wtedy zaczął się dla mnie świat...

Poziom tęsknoty: 1/10
Ogólna ocena zdarzenia: 7/10

Scena 5: Świat bez trosk
To jest chyba najpiękniejsze ze wszystkich. Gdy miałem te kilka lat to nie musiałem się przejmować niczym. Czas upływał mi na zabawie, banalnej szkole (tak, wtedy nauka przychodziła z lekkością) i docenianiu piękna świata. Problemy dorosłych to był odległy, niezrozumiały kraj, do którego nie chciałem się nigdy wybrać. Tylko, że nie miałem wyjścia... Nikt go nie ma... Właśnie teraz doceniłem swoje dzieciństwo, w którym byłem takim materialistą i marudzącym bachorem. Ja wtedy byłem sobą - dzieckiem nieskalanym rzeczywistością, które uczyło się żyć. A teraz gdy mam 16 lat, to wszystko jest bledsze, pełne wyniosłości. Świat jest piękny i okropny zarazem. I my sami decydujemy się każdego dnia, którą wersję wybrać.

Poziom tęsknoty: 10/10
Ogólna ocena zdarzenia: 9/10

UWAGA! 
-Jak pewnie niektórzy zauważyli nieco zmieniłem wystrój swojego bloga. Nie wiem, czy się spodobał, ale jest pozytywniej.
-Usunąłem playlistę, bo nie mogę jej poprawnie uformować. Brakuje mi odpowiedniego stylu, więc na razie pomysł zawieszam
-Piosenka na dziś to "Lifesaver" grupy "Sunrise Avenue"
-No i na koniec DUŻE ogłoszenie. Wpadłem na pomysł, żeby zrobić serię Pytania i Odpowiedzi, tzn. wy zadajecie pytania w komentarzach, a ja w następnym poście na nie odpowiadam. Jeśli pomysł wam się podoba, to piszcie pod postem (co oczywiście nie wyklucza się z oceną tego posta :D)

3 komentarze:

  1. Pytanie: Jakie uczucia najbardziej cenisz w życiu i dlaczego...?

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo podoba mi się wygląd bloga. Jest super :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Witam.
    Sama notka mnie nie zaciekawiła, wydaje mi się taka... Mdława? Niespecjalnie potrafię nazwać uczucie, które towarzyszyło mi podczas czytania. Po prostu mam wrażenie, że "to już gdzieś było", że niczym się nie wyróżnia spośród masy sentymentalnych wpisów na przeróżnych blogach, które nawołują do wspominania minionego, beztroskiego dzieciństwa.

    Grupę Sunrise Avenue poznałam poprzez utwór "Hollywood Hills" (do którego mam wciąż ogromy sentyment, tak baj de łej). Mają w sobie pewien rodzaj niesamowicie pozytywnej energii. Podobno odrzuciły ich 102 wytwórnie zanim zdołali jakkolwiek zaistnieć w świecie muzycznym.

    Wycieczki szkolne. Oh God, tu się zgodzę, czysta magia. Dzwoniło się na dziwki, rozrzucało wszędzie żarcie, sypało dowcipami, tłukło geniuszy, który ośmielili się jebać w siedzenie przez pół drogi. Najlepiej wspominam te podstawówkowe wypady, człowiek był młody, głupi, niedojrzały, ale dzięki temu potrafił się świetnie bawić.

    Moje pytanie: Z ludźmi wpisującymi się w jakie typy nie potrafiłbyś się zaprzyjaźnić?

    ~En

    OdpowiedzUsuń