Na świecie zrobił się taki burdel, że aż przykro patrzeć. Dlaczego rzeczywistość musi być tak mroczna? Czy z wojen wynika coś dobrego? Spróbuję na to odpowiedzieć, ale będzie bardzo trudno.
Wojna jest złem. To nie ulega wątpliwości. Samo podejmowanie się działań zbrojnych wiąże się z ryzykiem ofiar śmiertelnych i przywódcy tych działań doskonale zdają sobie z tego sprawę. Najbardziej przykre jest to, że cierpieć muszą niewinni ludzie, którzy próbując odseparować się od decyzji swoich przywódców. Ale, tu kontrowersja, właściwie każda wojna na tym polega. To kwestia psychologii. Śmierć cywili, bezbronnych ludzi, albo wzmaga chęć zemsty, albo obniża morale. Wojsko robi swoje, ale nawet żołnierze w czasie wojny potrafią wzbudzić w sobie wyższe uczucia. Kolejną kontrowersją jest to, że te uczucia są ich przekleństwem.
Ukraina
Na Ukrainie jest wielki chaos. Janukowycz, już były prezydent, zbiegł do Charkowa, miasta, gdzie jeszcze coś znaczy. Wróciła Julia Tymoszenko, która została zwolniona z więzienia i przemówiła na Majdanie. Walki w zasadzie ucichły, lecz ofiar śmiertelnych jest blisko 100. Pytanie brzmi: czy musiało do tego dojść? Niestety, musiało. Wszelkie konflikty zbrojne, poważne wojny czy krótkie potyczki to przekonywanie że druga strona popełnia błąd bądź już go popełniła. I zadaniem tej pierwszej strony jest udowodnienie drugiej że to JEJ zdanie jest tym właściwym. No i tu mieliśmy konflikt między mieszkańcami Ukrainy, którzy chcą do Unii, a prezydentem i resztą władzy, którzy niestety mają kogoś nad sobą. Kogoś takiego jak Putin. Ludzie chcą być wolni, a wolność to najważniejszy przywilej człowieka. Pan Janukowycz robi to, co musi: broni własnego tyłka. To naturalna reakcja władzy: patrzenie wpierw na swoje interesy. To potwierdza jak niewielkie znaczenie ma najważniejszy postulat "demokratycznych państw": władza dla ludu.
To nie jest tak, że płaczę dopiero teraz nad Ukrainą. Nikt nie spodziewał się, że wszystko tak się potoczy i dlatego oberwała im się wojna. Pamiętajmy o innych państwach zaangażowanych w wojny.
Wojny na świecie
Afryka, Izrael, Chiny, Azja Południowo-Wschodnia, Afganistan - to ogólne miejsca, w których w ostatnim czasie (mam na myśli ten wiek) działo się najwięcej, jeśli chodzi o działania zbrojne. Walki te są oczywiście wynikiem konfliktu interesów, problemów politycznych albo zwyczajnej rywalizacji frakcji o władzę. Przeznaczanie przez państwa afrykańskie pieniędzy na broń i pojazdy, zamiast na rzeczy naprawdę ważne jak pomoc humanitarna niedożywionym to jedna z tych rzeczy, których nienawidzę w dzisiejszym świecie. Jak można kłaść zachcianki i szpan nowymi technologiami nad ludzkie życie i zdrowie? Dlatego zaczynam wątpić w pomoc humanitarną dla krajów afrykańskich, bo przez tyle lat dostały już tyle pieniędzy i pożywienia, że przynajmniej niektóre powinny wyjść z tego uber-ubóstwa. Tymczasem jak było źle, tak nadal jest. Nawet nie wspominam o wojnach na tle narkotykowym w Ameryce Południowej, bo to temat na osobną historię.
Czy wojna przynosi dobro?
Wojna przynosi pewne dobro, bo daje nadzieję na lepsze życie po jej zakończeniu. W czasie wojen i powstań jedni aktywnie walczą i chcą współuczestniczyć w wyzwalaniu, a drudzy chcą przeżyć. I ja szanuję obydwie grupy. Wojna przynosi pokój (cóż za paradoks, sama na początku go zburzyła), wojna ma przynosi ludziom nadzieję. Włączanie się w walkę, zabijanie jako codzienność, trudy bycia żołnierzem/partyzantem - to wszystko jest bardzo obciążające dla naszej psychiki. Ja sam jestem pewien, że nie dałbym rady zabijać ludzi wiedząc, jak bogate było ich życie, wyobrażając sobie, co widzieli, jak kochali swoje rodziny i cenili przyjaciół. W czasie wojny nie ma miejsca na sentymenty, dlatego nie dałbym rady.
Z konfliktów zbrojnych wynika wiele złych rzeczy, które mogą na wiele lat zrujnować państwo, myślenie. Wspomnijmy o Polsce, która przed II WŚ była prężnie rozwijającą się strukturą, która (któż wie?) mogłaby nawet stać się w przyszłości potęgą gospodarczą w Europie Środkowo-Wschodniej. Wojna zmieniła wszystko i do dziś niektóre jej skutki są widoczne (niż demograficzny, słaba gospodarka, małe znaczenie w Europie).
Wojna to upadek człowieczeństwa
Bycie żołnierzem jest z kilku powodów interesujące. Dostaje się furę szmalu, jest się w świetnej formie, ma się duże pojęcie o militariach. To wszystko przestaje się liczyć, gdy wkraczamy na pole walki.
Pierwsze zabójstwo to jeden z najgorszych momentów w czasie służby. Rozpamiętuje się to całe dnie, myśli: "To był zwyczajny człowiek. Miał życie osobiste, uczucia, znajomych. Coś znaczył". I mija czas na froncie, a zabijanie staje się pracą. To już nie jest to samo moralne rozdarcie, co na początku - to pewna reguła. I następuje pewien moment nazwany przez mnie utratą człowieczeństwa. Nie każdego żołnierza ona czeka, niektórych śmierć nadal będzie przerażać. Ale inni pogodzą się z tym, że taka jest kolej rzeczy, że staje się to naliczaniem statystyk. Człowiek na wojnie jest na przemian mordercą i ofiarą. By nie być drugim, trzeba zostać pierwszym. Gdzieś tam w głębi są pewnie wyższe uczucia, które mówią o bezduszności człowieka. Ale to jest wojna - nasz osąd i przekonania nie mogą zostać zaburzone. Robimy to, co musimy. Człowieczeństwo w walce nie ma znaczenia.
Podsumowując moje zdanie: wojna jest ostatecznością, skutkiem nieudanych pertraktacji i złej politycznej gry. Wojny należy za wszelką cenę unikać, bo cierpią na niej przede wszystkim Bogu ducha winni cywile. Jeśli już nic nie da się zrobić, to należy pamiętać o tym, że jest to morderstwo, ludobójstwo. Wojna nigdy nie będzie dobrem, jedynie jej skutki mogą okazać się pozytywne.
Wojna boli, wojna zawsze będzie boleć. Nie można dopuszczać do sytuacji takich jak na Majdanie. Jednocześnie państwa potrzebują silnej władzy, która utrzyma całe państwo jako całość. Czy dobrobyt wiąże się z fizycznymi starciami? Czy trzeba doprowadzić do walki, by w państwie było lepiej Z tym nieco retorycznym pytaniem was zostawiam. Pomyślcie o tym.
***
***
***
***
***
Nuta na dziś:
-WIELKIE OGŁOSZENIE!
Robię sobie przerwę na czas nieokreślony, bo poświęcam czas na pisanie prototypowego opowiadania. Poza tym brakuje mi pomysłów. Kiedyś wrócę i będę pisał dalej... o ile pozwoli mi na to moja wyobraźnia. Dziękuję wszystkim, którzy tu do tej pory zaglądali i mam nadzieję, że to jeszcze nie koniec...
Wojna jest złem. To nie ulega wątpliwości. Samo podejmowanie się działań zbrojnych wiąże się z ryzykiem ofiar śmiertelnych i przywódcy tych działań doskonale zdają sobie z tego sprawę. Najbardziej przykre jest to, że cierpieć muszą niewinni ludzie, którzy próbując odseparować się od decyzji swoich przywódców. Ale, tu kontrowersja, właściwie każda wojna na tym polega. To kwestia psychologii. Śmierć cywili, bezbronnych ludzi, albo wzmaga chęć zemsty, albo obniża morale. Wojsko robi swoje, ale nawet żołnierze w czasie wojny potrafią wzbudzić w sobie wyższe uczucia. Kolejną kontrowersją jest to, że te uczucia są ich przekleństwem.
Ukraina
Na Ukrainie jest wielki chaos. Janukowycz, już były prezydent, zbiegł do Charkowa, miasta, gdzie jeszcze coś znaczy. Wróciła Julia Tymoszenko, która została zwolniona z więzienia i przemówiła na Majdanie. Walki w zasadzie ucichły, lecz ofiar śmiertelnych jest blisko 100. Pytanie brzmi: czy musiało do tego dojść? Niestety, musiało. Wszelkie konflikty zbrojne, poważne wojny czy krótkie potyczki to przekonywanie że druga strona popełnia błąd bądź już go popełniła. I zadaniem tej pierwszej strony jest udowodnienie drugiej że to JEJ zdanie jest tym właściwym. No i tu mieliśmy konflikt między mieszkańcami Ukrainy, którzy chcą do Unii, a prezydentem i resztą władzy, którzy niestety mają kogoś nad sobą. Kogoś takiego jak Putin. Ludzie chcą być wolni, a wolność to najważniejszy przywilej człowieka. Pan Janukowycz robi to, co musi: broni własnego tyłka. To naturalna reakcja władzy: patrzenie wpierw na swoje interesy. To potwierdza jak niewielkie znaczenie ma najważniejszy postulat "demokratycznych państw": władza dla ludu.
To nie jest tak, że płaczę dopiero teraz nad Ukrainą. Nikt nie spodziewał się, że wszystko tak się potoczy i dlatego oberwała im się wojna. Pamiętajmy o innych państwach zaangażowanych w wojny.
Wojny na świecie
Afryka, Izrael, Chiny, Azja Południowo-Wschodnia, Afganistan - to ogólne miejsca, w których w ostatnim czasie (mam na myśli ten wiek) działo się najwięcej, jeśli chodzi o działania zbrojne. Walki te są oczywiście wynikiem konfliktu interesów, problemów politycznych albo zwyczajnej rywalizacji frakcji o władzę. Przeznaczanie przez państwa afrykańskie pieniędzy na broń i pojazdy, zamiast na rzeczy naprawdę ważne jak pomoc humanitarna niedożywionym to jedna z tych rzeczy, których nienawidzę w dzisiejszym świecie. Jak można kłaść zachcianki i szpan nowymi technologiami nad ludzkie życie i zdrowie? Dlatego zaczynam wątpić w pomoc humanitarną dla krajów afrykańskich, bo przez tyle lat dostały już tyle pieniędzy i pożywienia, że przynajmniej niektóre powinny wyjść z tego uber-ubóstwa. Tymczasem jak było źle, tak nadal jest. Nawet nie wspominam o wojnach na tle narkotykowym w Ameryce Południowej, bo to temat na osobną historię.
Czy wojna przynosi dobro?
Wojna przynosi pewne dobro, bo daje nadzieję na lepsze życie po jej zakończeniu. W czasie wojen i powstań jedni aktywnie walczą i chcą współuczestniczyć w wyzwalaniu, a drudzy chcą przeżyć. I ja szanuję obydwie grupy. Wojna przynosi pokój (cóż za paradoks, sama na początku go zburzyła), wojna ma przynosi ludziom nadzieję. Włączanie się w walkę, zabijanie jako codzienność, trudy bycia żołnierzem/partyzantem - to wszystko jest bardzo obciążające dla naszej psychiki. Ja sam jestem pewien, że nie dałbym rady zabijać ludzi wiedząc, jak bogate było ich życie, wyobrażając sobie, co widzieli, jak kochali swoje rodziny i cenili przyjaciół. W czasie wojny nie ma miejsca na sentymenty, dlatego nie dałbym rady.
Z konfliktów zbrojnych wynika wiele złych rzeczy, które mogą na wiele lat zrujnować państwo, myślenie. Wspomnijmy o Polsce, która przed II WŚ była prężnie rozwijającą się strukturą, która (któż wie?) mogłaby nawet stać się w przyszłości potęgą gospodarczą w Europie Środkowo-Wschodniej. Wojna zmieniła wszystko i do dziś niektóre jej skutki są widoczne (niż demograficzny, słaba gospodarka, małe znaczenie w Europie).
Wojna to upadek człowieczeństwa
Bycie żołnierzem jest z kilku powodów interesujące. Dostaje się furę szmalu, jest się w świetnej formie, ma się duże pojęcie o militariach. To wszystko przestaje się liczyć, gdy wkraczamy na pole walki.
Pierwsze zabójstwo to jeden z najgorszych momentów w czasie służby. Rozpamiętuje się to całe dnie, myśli: "To był zwyczajny człowiek. Miał życie osobiste, uczucia, znajomych. Coś znaczył". I mija czas na froncie, a zabijanie staje się pracą. To już nie jest to samo moralne rozdarcie, co na początku - to pewna reguła. I następuje pewien moment nazwany przez mnie utratą człowieczeństwa. Nie każdego żołnierza ona czeka, niektórych śmierć nadal będzie przerażać. Ale inni pogodzą się z tym, że taka jest kolej rzeczy, że staje się to naliczaniem statystyk. Człowiek na wojnie jest na przemian mordercą i ofiarą. By nie być drugim, trzeba zostać pierwszym. Gdzieś tam w głębi są pewnie wyższe uczucia, które mówią o bezduszności człowieka. Ale to jest wojna - nasz osąd i przekonania nie mogą zostać zaburzone. Robimy to, co musimy. Człowieczeństwo w walce nie ma znaczenia.
Podsumowując moje zdanie: wojna jest ostatecznością, skutkiem nieudanych pertraktacji i złej politycznej gry. Wojny należy za wszelką cenę unikać, bo cierpią na niej przede wszystkim Bogu ducha winni cywile. Jeśli już nic nie da się zrobić, to należy pamiętać o tym, że jest to morderstwo, ludobójstwo. Wojna nigdy nie będzie dobrem, jedynie jej skutki mogą okazać się pozytywne.
Wojna boli, wojna zawsze będzie boleć. Nie można dopuszczać do sytuacji takich jak na Majdanie. Jednocześnie państwa potrzebują silnej władzy, która utrzyma całe państwo jako całość. Czy dobrobyt wiąże się z fizycznymi starciami? Czy trzeba doprowadzić do walki, by w państwie było lepiej Z tym nieco retorycznym pytaniem was zostawiam. Pomyślcie o tym.
***
***
***
***
***
Nuta na dziś:
-WIELKIE OGŁOSZENIE!
Robię sobie przerwę na czas nieokreślony, bo poświęcam czas na pisanie prototypowego opowiadania. Poza tym brakuje mi pomysłów. Kiedyś wrócę i będę pisał dalej... o ile pozwoli mi na to moja wyobraźnia. Dziękuję wszystkim, którzy tu do tej pory zaglądali i mam nadzieję, że to jeszcze nie koniec...
Orku napisz coś bo nudy
OdpowiedzUsuńAktualnie zajmuję się pisaniem czegoś innego, więc przykro mi ale nie.
UsuńKiedy powrut?
Usuń