Post krótki, bo i nie ma co opisywać - początek szkoły.
Rozpoczęło się oczywiście od mojej wpadki - byłem jedyną osobą która przyszła w bluzie, reszta marynarki. Ale przynajmniej nie miałem dżinsów. Jako wychowawczynię mam panią Cywińską. Mogę o niej powiedzieć, że jest spoko, ale trochę wymagająca (i bardzo zwraca uwagę na jaskrawe i "nieodpowiednio stonowane" barwy na koszulkach, ale nie poradzisz na skrupulatność). Pierwszy dzień nauki tj. 3 września byłby idealny, gdyby nie to, że dostaliśmy pd... oczywiście z matmy. To mi zepsuło wrażenie. Mam za sobą drugi dzień i do pd doszedł polski. I będzie tylko gorzej.
To dobry moment by podzielić się swoją historią z 4 września. Nie wierzę, że wydarzyła się naprawdę, ale to jest pijarska. Na lekcjach zazwyczaj siedzę przymulony, zdaje się że przysypiam. Z tym oto pytaniem (czy przysypiam dla niekapujących) wyskoczyła do mnie pani Cywińska po matmie i dała radę: dwie kanki gorzkiej czekolady przed lekcją. Okej, zaskoczyła mnie, ale powiedziałem dobrze, wezmę. Minęło kilka chwil i nadszedł ten epicki moment: pani Cywińska przyniosła mi cukierka! PRZYNIOSŁA CUKIERKA UCZNIOWI 1 LO! Nie dałem rady, moi koledzy też: śmiech na maxa. W całym swoim życiu bym się czegoś takiego nie spodziewał. Jeszcze potem się dopytywała czy zjadłem... A tak BTW, to już po pierwszej kartkówce. I to dość wcześnie, bo 5 września... No i oczywiście z matmy.
I świetne teksty nauczycielek jak "żebyście nie pomylili WOS-u z wiedzą o seksie" czy "Wy to cały czas na internecie. Chłopaki pewnie filmy porno, o dwunastej w nocy (pod nosem trochę)". I nie rozumiem pomyłek przy moim nazwisku. Nauczyciele naprawdę nie potrafią czytać? Pisze wyraźnie: MASIAK. Ale nie, Misiak lepiej, bardziej się kojarzy. Rozumiem, że nazwisko niepopularne, ale raczej proste. Taka sytuacja. Ale show skradła religia. Nie mam wątpliwości, że były to najlepsze lekcje ostatnich dni. Śmiech ks. Edwarda + jego gestykulacja i tłumaczenia + śpiewanie piosenek i wykonywanie ruchów do niej = świetne show, którego żaden nauczyciel wam nie pokaże. Poza tym można wyróżnić kilka szczegółów:
-PP to bardzo przynudzająca lekcja
-Matematyka szykuje się być najtrudniejszą lekcją
-Jestem pewien, że ktoś jeszcze źle powie moje nazwisko
-Z opowieści słyszę, że informatyka zapowiada się dziwnie
To by było na tyle przemyśleń na bieżąco. Życzę miłego dnia. Kolejny post soon...
Rozpoczęło się oczywiście od mojej wpadki - byłem jedyną osobą która przyszła w bluzie, reszta marynarki. Ale przynajmniej nie miałem dżinsów. Jako wychowawczynię mam panią Cywińską. Mogę o niej powiedzieć, że jest spoko, ale trochę wymagająca (i bardzo zwraca uwagę na jaskrawe i "nieodpowiednio stonowane" barwy na koszulkach, ale nie poradzisz na skrupulatność). Pierwszy dzień nauki tj. 3 września byłby idealny, gdyby nie to, że dostaliśmy pd... oczywiście z matmy. To mi zepsuło wrażenie. Mam za sobą drugi dzień i do pd doszedł polski. I będzie tylko gorzej.
To dobry moment by podzielić się swoją historią z 4 września. Nie wierzę, że wydarzyła się naprawdę, ale to jest pijarska. Na lekcjach zazwyczaj siedzę przymulony, zdaje się że przysypiam. Z tym oto pytaniem (czy przysypiam dla niekapujących) wyskoczyła do mnie pani Cywińska po matmie i dała radę: dwie kanki gorzkiej czekolady przed lekcją. Okej, zaskoczyła mnie, ale powiedziałem dobrze, wezmę. Minęło kilka chwil i nadszedł ten epicki moment: pani Cywińska przyniosła mi cukierka! PRZYNIOSŁA CUKIERKA UCZNIOWI 1 LO! Nie dałem rady, moi koledzy też: śmiech na maxa. W całym swoim życiu bym się czegoś takiego nie spodziewał. Jeszcze potem się dopytywała czy zjadłem... A tak BTW, to już po pierwszej kartkówce. I to dość wcześnie, bo 5 września... No i oczywiście z matmy.
I świetne teksty nauczycielek jak "żebyście nie pomylili WOS-u z wiedzą o seksie" czy "Wy to cały czas na internecie. Chłopaki pewnie filmy porno, o dwunastej w nocy (pod nosem trochę)". I nie rozumiem pomyłek przy moim nazwisku. Nauczyciele naprawdę nie potrafią czytać? Pisze wyraźnie: MASIAK. Ale nie, Misiak lepiej, bardziej się kojarzy. Rozumiem, że nazwisko niepopularne, ale raczej proste. Taka sytuacja. Ale show skradła religia. Nie mam wątpliwości, że były to najlepsze lekcje ostatnich dni. Śmiech ks. Edwarda + jego gestykulacja i tłumaczenia + śpiewanie piosenek i wykonywanie ruchów do niej = świetne show, którego żaden nauczyciel wam nie pokaże. Poza tym można wyróżnić kilka szczegółów:
-PP to bardzo przynudzająca lekcja
-Matematyka szykuje się być najtrudniejszą lekcją
-Jestem pewien, że ktoś jeszcze źle powie moje nazwisko
-Z opowieści słyszę, że informatyka zapowiada się dziwnie
To by było na tyle przemyśleń na bieżąco. Życzę miłego dnia. Kolejny post soon...
Misiak ♥
OdpowiedzUsuńNie kradnij powiedzenia Justina Biebera "soon"
OdpowiedzUsuńTo jest chyba jakiś żałosny żart. Nie ma czegoś takiego jak powiedzenie Biebera. NIE ISTNIEJE COŚ TAKIEGO! Więc, fanie/fanko, ogarnij się, bo mam prawo do używania języka angielskiego takie samo jak i on. Pozdrawiam.
UsuńBrawo !!!Każdy ma prawo do używania języka angielskiego a nie tylko Justin Bieber
UsuńNo to jest napr.awde chamstwo w państwie żeby w 1 tygodniu szkoły robić klaswke bądz kartkówke ja miałam z informatyki .Jestem chyba uzależniona od twojego bloga bo wchodze na niego po kiladziesiąt lub kilkaset razy dziennie ale nie potrafie się opanować bo jesteś boski i piszesz prawde Błagam nie zawieszaj nigdy tego bloga bo chyba bym w tedy umarła. pozdrowienia:) do następnego posta klaudia cz
OdpowiedzUsuńnowy post proszę!!!!!!:***
OdpowiedzUsuńnowy post błagam!!!!:****
OdpowiedzUsuń